Velvia vs digital
O tym dlaczego w pejzażu wolimy analogi
 
 
 
Tekst ten powstał w oparciu o doświadczenia fotograficzne z technologią analogową oraz cyfrową trzech fotografów krajobrazu i przyrody - Bartosza Dybowskiego, Tomasza PiotrowskiegoMarka Piotrowskiego. Fotografując analogowo i cyfrowo jednocześnie - byliśmy rozczarowywani od samego początku obrazami uzyskiwanymi przez cyfrówki (wszelkich typów i rodzajów - równeiż sample z netu), w stosunku do tego co daje film analogowy - konkretnie Fujifilm Velvia 100. Tu trzeba podkreślić, że chodzi nam wyłącznie o pejzaż i przyrodę - w tych bowiem tematach cyfra okazuje się najbardziej ułomna.

Żyjemy w dobie cyfrowej, w głębokim przeświadczeniu, że aparaty cyfrowe są lepsze od starej  techniki analogowej - bo przecież z upływem czasu może następować tylko postęp - również w jakości obrazu. I rzeczywiście, w pewnych aspektach jakości obrazu jest lepiej. Unikając procesu skanowania ominęliśmy kolejny etap pogarszania ostrości - cyfra daje obraz niebywale ostry, chociaż przy dużym zbliżeniu struktura jego nie jest ładna. Podobnie zdolność do "wyciągania" szczegółów z cieni - możemy sobie pozwolić na więcej, ale często przeholowujemy i obraz staje się dziwny, jakby komiksowy. Jednak pod względem kolorystyki oraz "plastyki" obrazu cyfra oznacza dla nas postęp regresywny i poniższy artykulik ma to w zamiarze ukazać na obiektywnych przykładach.
 
 
 
Zdjęcia po prawej - test porównawczy

Wprawdzie pod względem kolorystyki zdjęcie z jakiejkolwiek cyfrówki wychodzi tak samo (jeśli plik RAW przepuścimy przez program w rodzaju Adobe Ligthroom) i różnić się będzie jedynie wielkością czyli ilością detali oraz ewentualnie efektami zastosowania gorszego obiektywu (aberracja) - ale do naszych porównań zależało nam aby zamieścić zdjęcia z aparatu nieco wyższej klasy. Tak aby nikt nie zarzucił nam, że tendencyjnie wybraliśmy jakiś tani model. Chociaż jak wspomniałem - surowy RAW wygląda zawsze tak samo, niezależnie czym został wygenerowany.

Bartek zwykle podróżuje z analogiem i cyfrą. Czasem fotografuje te same ujęcia w obu technikach, w tym samym czasie - aby porównać efekty dla potrzeb własnych. Namówiliśmy go aby pozwolił zaprezentować efekty swoich doświadczeń również innym, gdyż doskonale zastępują długie dyskusje na temat co jest lepsze w pejzażu - cyfra czy analog. Najlepiej to zobaczyć na własne oczy.

Zdjęcia cyfrowe - pochodzące z aparatu Canon Eos 5D Mark II - to surowy RAW, przekonwertowany na 16 bitowy plik TIFF.
Zdjęcia analogowe  - fotografie wykonane na filmie Fujifilm Velvia 100, po zeskanowaniu dopasowane tak aby wyglądały identycznie jak to co widzimy na podświetlarce gdy oglądamy na żywo klatkę filmu. Sprowadza się to do korekcji kontrastu, bez manipulowania kolorem. W skanerze podczas skanowania wyłączono opcję automatycznej korekty.
Czyli - porównujemy pliki bazowe z dwóch technik, które można jeszcze poprawić w obróbce wedle potrzeb.

Niezorientowanym trzeba wyjaśnić, że skaner nie jest w stanie oddać tego całego fantastycznego obrazu jaki widzimy bezpośrednio na filmie. Skaner jest jakby wielką i wolno działającą cyfrą - urządzeniem posiadającym również matrycę - "czytającym" obraz z błony filmowej i zamieniającym go na plik cyfrowy. Reasumując - ten obraz na przykładowych zdjęciach po prawej stronie, czyli analogowy - oglądany bezpośrednio na slajdzie jest dużo lepszy. Niestety trudno opisać słowami co widzimy na podświetlarce osobom, które tego nigdy nie zaznały - powiem tylko, że cmoka się i cmoka z oczarowania kolorami.

Velvia sekonic
Szeroka (120) Velvia do aparatów średnioformatowych

Skąd te różnice?

Po przyjrzeniu się przykładom widzimy, że obraz cyfrowy jest bledszy, mniej nasycony i ma mniej barw. Wygląda tak nieco bezpłciowo - poprawnie ale nie zachwycająco. Dlaczego więc zdjęcie pejzażu wykonane na Velvi jest bardziej kolorowe niż to cyfrowe?
Oczywiście ów surowy RAW można podkolorować, podrasować, pomalować i w konsekwencji uzyskamy jako takie zdjęcie - które jednak dalej będzie dzieliła przepaść w stosunku do barw Velvi. Z tym, że ów wyjściowy obraz z Velvi również możemy jeszcze uszlachetnić - chociaż jak wskazuje doświadczenie - zwykle nie ma co poprawiać. Czyż nie lepiej pstryknąć i nie ślęczeć nad kompem? Przecież zajmujemy się fotografią, a nie malarstwem. Tutaj ważna uwaga - mimo ślęczenia i wysiłków - do tego co ukazuje film dojść się nie daje ani nam, ani nikomu na świecie - co obserwujemy od lat w necie - bo Velvia rejestruje takie niuanse barwne, których my nie dostrzegamy podczas fotografowania. (sic!)  Velvia po prostu poprawia rzeczywistość, zaś cyfra oddaje ją beznamiętnie - taką jaka jest, a czasem nawet gorzej. (Podkreślam tu - że głównie w pejzażu)

Obie techniki są w samych swych fundamentach zupełnie różne. Proces powstawania obrazu w obu przebiega inaczej, stąd wydaje się że cyfra nigdy nie dojdzie do efektów uzyskiwanych na slajdzie. To tak jak malarz nie podrobi akwareli używając farb olejnych i na odwrót. Inna technika - inny efekt. W zdjęciach przedmiotów "technicznych" cyfra spisuje się najlepiej bo brak ziarna, ostrość i gładkość oraz bezpłciowa poprawność obrazu do tej tematyki pasuje idealnie. W reportażu, zdjęciach jednorazowego użytku (wydarzenia, polityka, sport itd.) - cyfra również jest nie do zastąpienia, bo tam liczy się szybkość, możliwość zrobienia ogromnej liczby powtórzeń, żonglowanie czułością. Podobnie w fotografii amatorskiej (u cioci na imieninach) - analog jest za drogi no i czasy, w których wszyscy fotografowali analogami to był jednak okres potwornego zanieczyszczenia chemią, którą trzeba było utylizować. Fotografowanie zwierząt - tu również potrzeba fotografować seriami, więc warto oszczędzić kosztem różnic w plastyce zdjęcia. Chociaż we wszystkich tych dziedzinach - jeśli chcemy uzyskać efekt ponadprzeciętny, wyróżniający się - warto sięgnąć po film.
Ale jest jedna dziedzina fotografii, gdzie cyfra traci sens - gdzie nie potrzebujemy oszczędzać, bo nie robimy zdjęć seriami, a celem nadrzędnym jest efekt końcowy i jego najwyższa jakość. To pejzaż i przyroda. Czy chcemy tego czy nie - człowiek w pierwszej chwili zwraca uwagę na kolor w oglądanym zdjęciu. Zaś pierwsze wrażenie jest najważniejsze nie tylko w staraniach o pracę.

Matryca aparatu cyfrowego nie widzi kolorów. Rejestruje tylko jasności trzech składowych widma (niebieski, zielony i czerwony), a dopiero komputer wylicza z tych danych "wszystkie" barwy. W sieci można poczytać dokładnie na czym ten proces polega i dowiedzieć się wówczas, że takie uzyskiwanie obrazu niesie za sobą rozmaite ograniczenia i problemy. Chociażby problem zarejestrowania w ułamku sekundy ogromnej liczby danych.

Tymczasem film "widzi" barwy i nie ma problemów z zapisem wszystkich danych, bo zapisu dokonuje samo światło padające na jego powierzchnię, wywołując proces fotochemiczny. Barwy mieszając się dając całą paletę odcieni złamanych, przez co sam obraz jest barwnie bogaty. Niebo nie składa się - jak w cyfrze - tylko z jednego niebieskiego - ale w pewnych partiach wchodzi w turkus, w innych w magentę, czy wręcz głęboki fiolet. Podobnie z zielonym - cyfra oddaje zieleń fatalnie, a przecież tego koloru mamy w pejzażu najwięcej. Człowiek zaś zwłaszcza w zieleniach rozróżnia ogromną liczbę odcieni i dlatego zapewne w zielonościach cyfry dostrzegamy największy problem - ich ubogość.


Bartosz Dybowski - autor zdjęć porównawczych ze swoim analogowym monstrum - format 6x17.
(Zdjęcie wykonane aparatem Fujifilm s100fs z włączoną symulacją Velvi)


Czego trzeba dopilnować aby uzyskać ów nieosiągalny dla cyfry efekt?

Osoby, które nigdy dotąd nie fotografowały na slajdach, a chciałyby spróbować niechaj pamiętają o czterech fundamentalnych kwestiach, w których nie może być miejsca na kompromisy:
  1. Fotografowanie na slajdach nie wybacza błędów naświetlania - tutaj najbardziej doskwierają przyzwyczajenia "cyfrowe"- czyli bezmyślna siepanina na czas. Zaś dodatkowo fotografowanie na filmie ekstremalnym jakim jest Velvia - oznacza, że musisz wybierać sceny o niewielkim kontraście, fotografować w porach niskiego słońca,  zmniejszać go przez zastosowanie filtrów połówkowych i polaryzacyjnego.
  2. Używaj filmów świeżych, których data ważności nie została przekroczona, przechowuj je w lodówce - zarówno przed włożeniem do aparatu jak i po naświetleniu oraz zbyt długo nie zwlekaj z wywołaniem
  3. Film wywołuj w jak najlepszym laboratorium - które nie oszukuje na chemii i trzyma jakość uslug - to bardzo ważne - bo zepsutego materiału nie da się już naprawić obróbką na komputerze.
  4. Skanuj slajdy tylko w specjalistycznych skanerach do slajdów, a nie płaskich czy przystawkach.
Jeśli zastosujemy łącznie to o czym piszę wyżej - efekt jest gwarantowany i oszałamiający. Brak któregoś z tych elementów sprawi, że nie będziemy jednak zadowoleni z efektu końcowego. Wówczas lepiej jednak będzie pozostać przy cyfrze.

Jeśli nie widzisz różnicy - zmień monitor!

O jednym trzeba nam było napisać na samym początku, kiedyśmy się nad analogową fotografią rozwodzić zaczęli, a zwłaszcza zanim zaczęliśmy pisać tu i ówdzie, że zdjęcie czyli efekt końcowy (o który każdemu chyba chodzi) - jest dużo lepszy w przypadku analogów.
Bowiem jeśli na naszych monitorach nie widzimy różnicy, to w sumie nie do końca wina naszych oczu, gdyż nie każdy monitor pokaże to co w pliku siedzi. Stąd można odnieść wrażenie, że gadamy o różnicach, które nie istnieją lub są minimalne. Najmniejszy zakres barw widzą posiadacze monitorów LCD. Największy zakres barw ujrzymy na profesjonalnych monitorach referencyjnych i paradoksalnie na starych (ale dobrej klasy) kineskopach.

Wchodząca dopiero technologia  OLED prawdopodobnie da nam stosunkowo tanie monitory o najwyższych parametrach. Dopiero gdy trafią pod strzechy - wszyscy będą mogli zobaczyć różnicę ale już teraz widać odmienność cyfry i analoga w publikacjach drukowanych. Polecam zajrzenie do starych kolorowych magazynów sprzed lat - kiedy w prasie królował analog - różnica w jakości barw i "plastyce" jest ogromna w porównaniu ze współczesnością. Technologia OLED jest blisko (piszę to 27 listopada 2011) więc wszystkim którzy nie muszą zmieniać monitorów radzimy poczekać z zakupami i nie ulegać spadającym cenom technologi odchodzącej - zwłaszcza LCD.


Bartek fotografuje również aparatem Canon Eos 5D Mark II, którego pliki RAW posłużyły nam do testu.
Jednak trzeba podkreślić, iż w przypadku wołania plików RAW nie ma znaczenia (w kwestii barw) jaki użyjemy aparat.
(Zdjęcie wykonane aparatem Fujifilm s100fs z włączoną symulacją Velvi)

Symulacja Velvi w aparatach cyfrowych Fujifilm

Sentyment do Velvi jest tak mocny, że w cyfrach FujiFilm jest taka opcja - symulacja Velvi (ale i innych slajdów Fuji).
Niestety to tylko symulacja - podbite kolory, kontrast, magenta ale brakuje tej jej cechy niesamowitej - wyciąganie niuansów barwnych, których prawie albo wcale nie dostrzega się okiem. W relacjach i zdjęciach do newsów korzystamy właśnie z tych ustawień - aby chociaż zbliżyć się do charakteru Velvi w zdjęciach cyfrowych.

Fuji film Velvia
Menu w aparacie Fujifilm s100fs - Fujifilm jako producent filmów analogowych oferuje w swoich aparatach cyfrowych
symulacje rozmaitych filmów. Jest to jakieś wyjście dla osób pragnących mieć plastykę filmu analogowego
- a jednocześnie pozostać przy cyfrze.


Co będzie dalej?

Tak jak farby olejne są wciąż produkowane i dostępne w sklepach dla artystów (mimo, że epoka obrazów olejnych jest dużo starsza od fotografii analogowej), tak samo będzie zapewne z filmami. Od ludzi sprzedających i wywołujących wiemy, że poziom sprzedaży Velvi w epoce cyfrowej  utrzymuje się na stałym poziomie z tendencją lekko zwyżkową, chociaż w porównaniu z epoką analogową oczywiście sprzedaż spadła na łeb. Taki rynek - w którym nie ma sprzedaży bez wysiłku -  powoduje ni mniej, ni więcej tylko wzrost jakości usług i materiałów, bo o klienta trzeba zabiegać. I o to chodzi! Największy rozwój filmów analogowych nastąpił właśnie teraz - w epoce cyfrowej. Dawniej moglibyśmy tylko o nich marzyć.

Podsumowanie

Bardzo chcielibyśmy aby można było cyfrówką uzyskiwać taki sam efekt w fotografii pejzażu jak na Velvi - byłoby wspaniale! Fotografujemy na analogach nie dlatego, że jesteśmy ekscentrykami - nas interesuje tylko to co aparat z siebie daje, nie ważne jak wygląda i funkcjonuje. Jednak technologia cyfrowa mimo już wielu lat istnienia nie jest w stanie się do tego ideału zbliżyć i coraz bardziej skłaniamy się ku tezie - że cyfra nigdy nie da nam tego co Velvia. Wobec tego w pejzażu pozostaje nam trzymać się metody analogowej, a w innych dziedzinach sztuki fotograficznej korzystać z obu technik, wedle uznania, wygody bądź dla oszczędności. Chociaż i w portrecie i reportażu, a nawet zdjęciach zwierząt - zastosowanie rozmaitych analogowych filmów daje obraz bardziej naturalny, bardziej "klimatyczny" niż z cyfry.

Na koniec trzeba jeszcze wspomnieć, że analogi to nie tylko Fuji Velvia - podobnym filmem jest Kodak Ektachrome VS 100, ale też i inne nadają się znakomicie do fotografowania krajobrazu. Porównaliśmy cyfrę z Velvią bo jest ona filmem nadzwyczajnym, który tworzy bajkowy świat, a nas zwalnia od nużącej pracy przy komputerze, która jest codziennością dla fotografów cyfrowych.
Znany fotograf roztoczański Wiesław  Lipiec, który od lat fotografuje również na Velvi powiedział kiedyś:
- "Nie ma dobrych fotografów przyrody - tylko tacy co wcześnie wstają".
Uzupełniając jego stwierdzenie należałoby też dodać:
- ...i fotografują na Velvi ;-)

Będziemy nakłaniać Bartka do kontynuowania wykonywania owych zdjęć porównawczych - w przyszłości może rozszerzymy je o przykłady również od innych autorów, o czym poinformujemy w dziale Aktualności.

Tekst: Tomasz Piotrowski
Korekta w kwestiach technicznych: Marek Piotrowski
Na podstawie doświadczeń i obserwacji: Tomasza i Marka Piotrowskich oraz Bartosza Dybowskiego oraz analizie zdjęć wielu najwybitniejszych fotografów przyrody świata w necie oraz ich doświadczeń.
Zdjęcia porównawcze: Bartosz Dybowski
 
 
 
 
 
 
 
 
 
All © Copyright 2000 – 2012 Marek & Tomasz Piotrowscy.
Wszystkie teksty i zdjecia na stronie oraz sama witryna sa objete prawami autorskimi.
Powielanie ich w jakikolwiek sposób, bez wiedzy i pisemnej zgody autorów jest zabronione.