Wąwozy, tunele euforii - Roztocze Zachodnie
miniprzewodnik rowerowy, część I
 
 
 
Roztocze Zachodnie, zwane lessowym rozpościera mniej więcej się od Kraśnika do linii łączącej Zwierzyniec ze Szczebrzeszynem, czyli do osi doliny Wieprza. Teren jest mocno urzeźbiony, obfituje w liczne wąwozy, gdyż obszar R. Zachodniego okrywa gruba pokrywa lessu, skały bardzo podatnej na rozmywanie. Baza noclegowa jest tu rozwinięta słabo, turystów na szlakach w zasadzie nie spotyka się wcale. Roztocze Zachodnie polecamy najbardziej rowerzystom wszelkich opcji oraz zwolennikom jazdy terenowej na wszelkich pozostałych wehikułach wyposażonych w koła. Penetracji sprzyjają niezliczone drogi gruntowe, często bardzo trudne do pokonania (zwłaszcza gdy jest mokro)
 
 
 
Przypatrując się mapie topograficznej w skali 1:10 000, przedstawiającej fragment “Piekiełka”, odnosimy wrażenie, że wykreślił ją jakiś obłąkany kartograf. Pełno tu surrealistycznych linii o kształtach zbliżonych do koralowców lub ośmiornic. Dziwaczny przebieg poziomic, linii dróg, obrysów wąwozów - zdradzają niezwykłość tak odwzorowanego terenu. Nie są jednak w stanie oddać choćby w części atmosfery niezwykłości przepełniającej “Krainę Lessu”. Nie wdając się w naukowe niuanse wyjaśnię, że less (skała w postaci drobnego pyłu), przyleciał do nas z przed czoła lądolodu, jeszcze w epoce lodowcowej. A gdy przysiadł po wyczerpującej podróży - wody wydrążyły w jego warstwach wspaniałe jary. Proces erozji nie byłby oczywiście tak skuteczny gdyby nie wczesne, rolnicze wykorzystanie terenu przez naszych pradziadów, i to im w dużej mierze zawdzięczamy dziś niesamowite walory krajobrazowe, jakim szczycić się może Roztocze Zachodnie. Dzięki temu teren ma tu niesłychanie skomplikowaną rzeźbę, utrudniającą jakiekolwiek gospodarcze wykorzystanie – a co istotne dla każdego szalonego rowerzysty, stanowi wymagający poligon do szaleństwa na dwóch kółkach.

Naturalny wąwóz lessowy to głęboki, nawet na kilkanaście metrów tunel, o urwistych a często przewieszonych ścianach i płaskim, wąskim dnie, od którego odchodzą liczne, równie stromościenne, rozwidlające się na wzór fraktali - ramiona. Przy znacznym ich nagromadzeniu i rozwinięciu, teren staje się niemal nie do przebycia. Zwłaszcza gdy zapragniesz pokonywać go w poprzek rozcięć. Systemy wąwozowe mogą kojarzyć się z labiryntem i podobnie jak on sprawiają duże problemy w orientacji. Znaczne zalesienie i zakrzaczenie tych form dodatkowo utrudnia penetrację. Niezbędny kompas pozwoli Ci na powrót do cywilizacji i uchroni od wielogodzinnej tułaczki. Odbiorniki GPS mogą zawieść w terenie porytym erozją wąwozową, ze względu na zbyt małą dokładność. Liczne przegłębienia (kotły sufozyjne), zaułki lessowych ścian, zawieszone wysoko ponad Tobą bajkowe korzenie - ekscytują zwłaszcza o zmroku powykręcanymi na wszystkie strony ramionami. Emocje związane z pokonywaniem trudności w terenie bezludnym i fascynującym niezwykłością orografii – sprawiają, że warto zmierzyć się z trudami jego eksploracji.

Prawdziwe ekscesy erozji wąwozowej można obserwować w trakcie wiosennych roztopów oraz letnich ulew. Wówczas na Twych oczach rozgrywać się będą widowiskowe zjawiska – począwszy od małych osypisk, a skończywszy na potężnych obrywach całych ścian czy zapadaniu się stropów podziemnych pieczar i zmywów lessowego szlamu. Kopulaste wzgórza Roztocza Zachodniego, rozcięte suchymi dolinami są oczywiście dostępne dla wszystkich, również i tych mniej wprawnych. Pamiętać należy tylko, że wnętrze regionu jest bezludne i bezwodne, a w czasie letnich upałów pokonywanie wzniesień, powoduje znaczną utratę płynów z organizmu, a na sklepy czy źródła często nie ma co liczyć.
Pieszo lub na kołach

Pogmatwana topografia oraz brak punktów orientacyjnych komplikują penetrację terenu, który często przypomina iście diabelski labirynt. Stąd środkową część międzyrzecza Gorajca i Wieprza miejscowa ludność nazywa “Piekiełkiem”.
Bo jak powiadają starzy ludzie:
“ - Oooo! – Tam po nie jednym cykliście Panie, słuch wszelki zaginął”
Wysokości względne na omawianym obszarze wynoszą przeszło 100m (największe wzniesienie – Góra Dąbrowa, koło Lipowca sięga 343,8 m npm). Duże spadki terenu sprzyjają entuzjastom zjazdów. Są one szczególnie efektowne i emocjonujące gdy prujesz wzdłuż wąwozu – jego dnem. Twory te bowiem są niezwykle kręte, długie, wąskie i głęboko wcięte. Stwarza to wrażenie jazdy torem bobslejowym. Czasem udaje się pokonywać zakręty podobnie jak bobslej, poddając się sile odśrodkowej i wjeżdżając na ścianę “toru”. Nierzadko, w okresie prac polowych, podczas obłędnego zjazdu, zza zakrętu wyłania się wypełniający całą formę – ciągnik z trzema przyczepami. Warto o tym pamiętać, ale nie przesadzajmy z ostrożnością.

Urok zjazdu wąskim, nieprawdopodobnie krętym wąwozem polega właśnie na tym, że nie masz pojęcia co zobaczysz za milisekund kilka. Less jest skałą niezwykle podatną na rozmywanie przez spływające wody, stąd w dnach wąwozów spotkasz liczne wyrwy i doły. Można też natknąć się na korytarze podziemne, zapadające się stropy pieczar. Na szczęście skały lessowate są zwykle miękkie (szczególnie gdy wilgotne), stąd poważne kontuzje nie grożą nawet przy poważnych upadkach. Bawiąc tu, wybieram jakiś wymoszczony listowiem wąwóz i dla uciechy - prowokuję wypadki. Na przykład wylatując przez kierownicę. Zadziwiające ale coraz większą frajdę mam z przewracania się niż z jazdy. Czyżby taki osobliwy powrót do lat szczenięcych? Poza techniką jazdy i “parą w nogach” (zwłaszcza zimą) przydatna jest znajomość mapy i jako taka orientacja w terenie – drobiazgi, bez których możesz droga Czytelniczko (Czytelniczku) nie wrócić na noc do ludzi. Szczególnie garb Roztocza Zachodniego są niemal nie zamieszkałe. Wiąże się to bezpośrednio z głębokim zaleganiem wód podziemnych oraz całkowitym brakiem wód powierzchniowych. (Niektóre studnie na R. Zachodnim mają po 100 metrów głębokości). Podczas szarpania korbą w dni upalne, niezbędne są spore zapasy płynów. Odradzam w ogóle nadmiar zbyt ambitnych harców (zwłaszcza ambitniejszych podjazdów), przy ekstremalnych temperaturach powietrza, co może łatwo skończyć się przegrzaniem wnętrza czaszki. W razie kłopotów najłatwiej odnaleźć cywilizację zjeżdżając którąkolwiek doliną czy wąwozem – cały czas w dół. W ten sposób prędzej czy później dotrzesz do osiedli ludzkich, a do tego bez wysiłku. Po kilkunastu gorących dniach suszy, drogi R. Zachodniego zaczynają upodabniać się do tych z relacji z wyścigu Paryż–Dakar. Pył lessowy tworzy za pędzącym rowerem ogromną chmurę. Warto to uwiecznić na zdjęciach. Wysoko wyniesione kopulaste wzgórza lessowe, mocno nagrzewane przez słońce wymuszają prądy wznoszące powietrza.
Roztocze Szczebrzeszyńskie (ostatni plan na zdjęciu) oddziela od Roztocza Gorajskiego (pierwszy plan na zdjęciu), szeroka dolina wąskiego

Dwie szerokie doliny po bokach dostarczają wilgoci, co razem sprzyja powstawaniu potężnych nawałnic, podczas których, po ulewnych opadach, dojść może do spływów mas lessowego szlamu. A wtedy ratuj się kto może! Po intensywnych opadach lub roztopach ta dziwna skała pylasta przeistacza się w żółtą papkę, zalewającą gospodarstwa, drogi i wszystko co stanie jej na drodze. Porą zimową dochodzi jeszcze problem ze śniegiem. Przy jego miąższej pokrywie i dodatnich temp. powietrza, każdy bicykl staje się dziwem techniki zdolnym do ruchu jedynie na plecach właściciela. Co innego gdy śniegu leży niewiele i to w postaci przekrystalizowanej, zlodzonej skorupy.

Raj dla pojazdów z oponami wyposażonymi w kolce. Prędkości uzyskuje się wówczas letnie, a adrenaliny masz tyle, że możesz ją zlewać do bidonów na później. Tym, którzy zamiast roweru wolą na plecach nieść plecak – polecam pieszą penetrację niedostępnych jarów. Pieszo oznacza często “na czterech łapach”. Przypomina to czasami wspinaczkę skałkową - łatwiej jest spaść ale i łatwiej się pozbierać po upadku bo skała jest sypka i miękka Dla wszystkich, którzy po raz pierwszy pokonywać będą “Krinę Lessu” polecam poniższą trasę wykorzystującą znakowane szlaki turystyczne. Wprawdzie istnieje szlak rowerowy nieopodal, jednak ten co go prowadził zapewne rowerem jeździł jeszcze gdy był dziecięciem i nie za wiele zapewne już pamięta. Znaczna część bowiem poprowadzona została drogą wiodącą do wysypiska śmieci, której nawierzchnia przypomina „kocie łby” i nawet rowerzyści z amortyzowanym sprzętem zapewne po dłuższej jeździe takim traktem mają dość. Do tego dochodzą rozmaite śmieci, które wypadły ze śmieciarek, a na których jak nie trudno sobie wyobrazić można łatwo przebić gumę. Tak więc dla rowerzystów o wiele ciekawszy jest szlak pieszy. Niestety teren jest tak zawikłany topograficznie, że projektowany przecież dla powolnych pieszych szlak, nie sprawdza się do końca jako “droga rowerowa”. Co chwilę osiągasz zawrotne prędkości, a pochłonięty przeskakiwaniem wyrw w drodze nie dostrzegasz oznaczonych farbą drzew. Gubisz szlak. Brakuje tu znaków orientacyjnych, a niezliczone zniszczone erozją dróżki ciągle się rozwidlają. Do tego ciągłe zjazdy, podjazdy to w lesie to polami. Inaczej się jednak nie da – tu trudności są bowiem największe.

Start – etap 1
Szczebrzeszyn – Szperówka, szlakiem czerwonym
(partyzanckim).
 9km, maksymalnie 1h jazdy.

Po zaparkowaniu samochodu przy Rynku, zakup odpowiednie zapasy płynów i jadła, bowiem opuszczając Szczebrzeszyn, opuszczasz cywilizację. Ulicą Sądową ruszasz w górę na pn–wsch. Po lewej mijasz cerkiew i skręcasz w lewo – ulicą Cmentarną, osadzoną w płytkim wąwoziku, dalej w górę. Przed cmentarzem skręć w prawo. Brukowaną, długą, ciągle wznoszącą się drogą według czerwonych znaków wspinasz się na wierzchowinę. Z niej rozległy widok na lasy Roztoczańskiegi Parku Narodowego i szeroką dolinę Wieprza. Znak na samotnej sośnie – opuszczasz bruk, skręcasz w prawo i po krótkim, acz szalonym zjeździe wypadasz na dno płytkiej dolinki. Dalej prosto (znak), nieco pod górę, kolejnym wcięciem drogowym – głębszym za to i dzikszym. Urwiste ściany zniżają się, przed poletkiem w prawo. Lekko pochyłą drogą w dół i kolejnym miniwąwozem z ostrym zakrętem. Wąwóz zmienia charakter, jest głębszy ale o mniej nachylonych, zielonych zboczach. Przy wylocie za znakami w prawo, osią głębokiej doliny z tarasami pól na zboczach. Po chwili, pod kątem prostym w lewo (znak na drzewie), piętrzącą się drogą prosto na północ. Stromo, oj stromo! Po wykańczającym podjeździe (zwłaszcza w słońcu) – rozstaj i wyraźny znak na samotnym buku – w lewo. Teraz długą odprężającą bo równoległą do poziomic drożyną. Po lewej klamce (na południu) ładne widoki i jak dotąd ani śladu życia. Trzymając się tej drogi docierasz do myśliwskiej ambony z nr.8. Wcześniej – wysoko na wierzchowinie widoczna wieżyczka i dach. To Szperówka. To na południu ale Ty od ambony pomykasz na zachód, dość głębokim wcięciem drogowym. Później grzbietem zajętego przez pola garbu, na pd-zach. Stopniowo nabierasz wysokości, jadąc długą i wąską górą. Widok na wschód powiększa się o kolejne plany. Wreszcie Szperówka. Wypadasz na asfalt – nim w lewo (na południe). Przy pomniku żołnierzy AK kończy się partyzancki szlak i etap pierwszy. Jeżeli masz dosyć, asfaltem przez Szperówkę szybko dotrzesz do auta. Jeśli nie:

Etap 2
Szperówka – Kawęczynek, szlakiem niebieskim (partyzanckim)
10km, 1h jazdy przy suchej nawierzchni i umiarkowanej
temperaturze powietrza.

Nowiutkim asfaltem na południe. Po prawej klamce dalekie, malownicze wzgórza Roztocza Gorajskiego, w dole rzeka Gorajec i miejscowość o tej samej nazwie. Asfalt prowadzi na zachód i ostro w dół, ku przestronnej dolinie. Doskonała okazja do pobicia swego rekordu prędkości, szczególnie dla tych którzy mają rowery bardziej szosowe. Śmiało pruj w dół, a o tym, że będziesz musiał wrócić tą samą drogą – nie myśl teraz. Powstrzymaj pęd dopiero na samym dole, no i... zawróć. Po wdrapaniu się i wyjechaniu z umocnionego betonem wąwozu droga asfaltowa skręca na północ, więc opuszczasz ją i kręcisz łysą wznoszącą się wierzchowiną na południe – czyli na prawo. Stąd panorama jeszcze pełniej oddycha przestrzenią. Skręcasz na pd-wsch (lewo), by po chwili odnaleźć farbę na jednym z grupki drzew. Pomiędzy nimi stary drewniany krzyż przydrożny. Dalej w tym samym kierunku, falistą polną drożyną równolegle do linii niskiego napięcia (znaki na słupach). Przy słupie nr 57 rozjazd – w prawo na południe i w górę. Pokonujesz kopulaste wzgórze i zaraz szybko w dół. Lekko w prawo i znowu pod górkę. Jedziesz wolniej więc spójrz – po prawej klamce stromo opadające tarasy pól i okno wśród drzew na Roztocze Gorajskie. (subregion ten rozciąga się na zachód od doliny Gorajca, niemal po Kraśnik) Zważmy, że tam gdzie widzimy drzewa – ukrywają się jary, zaś pola zajmują mniej nachylone stoki i płaskie wierzchowiny. Utrzymuj dalej kurs południowy i pd-zach. Łysą wierzchowiną bez znaków do rozjazdu na 4,5 km. Tu łyknij coś, bo za chwilę nie będzie czasu, i spójrz – z tyłu znajome druty. Jeśli ich nie widzisz – to znak, że zabłądziłeś, albo je już zwinęli złomiarze. Droga zaczyna opadać, biegnąc skrajem zarośniętego buczyną, naturalnego systemu wąwozowego. Objeżdżamy go, by wkrótce ostro pomknąć pełną wyrw, głębiej wciętą drogą. Rzut oka na znak w lesie – w lewo. Skręcasz i teraz uwaga! Od tej chwili masz ok. 5,5km zjazdu aż do Kawęczynka! Od punktu wysokościowego 304,6 m npm do wys. ok. 230m m npm we wspomnianej wsi. Szarpnij korbą, zapomnij o znakach – droga jest jedna – cały czas w dół! (Dla rowerzystów bez doświadczenia i solidnego sprzętu zalecana rozwaga! Uwaga też w ciasnych zakrętach, gdzie radzę nawet zwolnić, tak na wszelki wypadek) Początkowo pędzisz ciasnym wąwozem drogowym, który poszerza się i zapełnia zielenią. Pełno odnóg po obu stronach. Stopniowo nachylenie zmniejsza się, aż wylatujesz z lasu i z wąwozu, do rozświetlonej doliny. U wylotu jedna chałupinka (kol. Kawęczynek). Prosto i potem w prawo.

Po lewej efektowna jesienią buczyna, na stromych stokach. Dalej pękaty masyw Czubatej Góry (324 m). W dole pierwsze zabudowania Kawęczynka. Drożyna wije się miedzy zabudowaniami i nagle zaskoczony zatrzymujesz się na samym dole, w dnie doliny. Lekceważąc znak, rachitycznym asfaltem w prawo. Wkrótce drogą gruntową, a gdy piasek zaskrzypi w łańcuchu i wjedziesz w sosnowy lasek – spójrz na lewo. W cieniu sosen ławeczki i miejsce na ognisko. Czas na piknik! Latem przeciętnemu cykliście to wystarczy. Bardziej ambitnym polecam, jako zwieńczenie dzieła – podjazd pod wzniesienie górujące od pd–zach nad wsią. Jak tam dotrzeć?
- Od ogniska wciąż piaszczystą drogą i przy najbliższym rozjeździe ostro w górę na lewo. Taką mroczną i niewyraźną leśna drożyną. Nawet ciągniki wspinają się zakosami, a ja dam sobie łańcuch urwać, że nie wykręcisz na sam szczyt! Gdy droga wydaje się niknąć a drzewa rzedną skręć w lewo i polem ku pobliskiej kulminacji (313 m) Panorama zaiste godna wysiłku! Przestrzeń 360 stopni wokół Twej głowy! Krajobrazy dzikie, jesienią pełne żółci i czerwieni. Na pn-wsch Czubata Góra – teraz jakby mniejsza, na wschód i pd-wsch lasy Roztoczańskiego Parku Narodowego... a dookoła cisza...

Asfaltem przez Kawęczyn wrócisz do Szczebrzeszyna (ok. 6km).
Po oswojeniu się z “Piekiełkiem” czas na dalszą penetracje terenu, polegając na własnych siłach. Szczególnie gorąco polecam włóczęgę w mym ulubionym stylu. Robię to tak:

– Wjeżdżam w wąwóz – jeden, drugi, trze... Skręcam w lewo albo w prawo. Bezmyślnie wybierając kierunek. Zapominając gdzie północ, gdzie południe. Błądzę! Błądząc jestem w najwyższym stopniu zaskakiwany przez napotykane przeszkody terenowe, krajobrazy, zwierzynę itp. Chodzi o to by odkrywać! Gdy zbliża się czas odwrotu – wyjmuje mapę, pokrzepiam ciało strawą i napitkiem by prędzej czy później trafić do bazy. A najlepszą bazą wypadową jest Szczebrzeszyn, w którym wedle legend nawet chrząszcze pomykają na welocypedach. Tani a nawet darmowy nocleg znajdziesz w każdej wsi w okolicy. Ludziska są tu jeszcze nie zdemoralizowane przemysłem turystycznym i nie dostrzegają Twojej sakiewki. Namiot rozbijesz wszędzie, bez jakichkolwiek opłat. Szatański wynalazek pola namiotowego jest tu
jeszcze nieznany.
  • tekst: Tomasz Piotrowski
  • fotografie: Marek i Tomasz Piotrowscy
  • weryfikacja w terenie: Marek i Tomasz Piotrowscy

Zobacz część drugą: Na krawędzi - Roztocze Środkowe


Zastosowano w tekście podział Roztocza Zachodniego na R. Szczebrzeszyńskie i Gorajskie. (J.Buraczyński 1993, 1994). A. Chałubińska i T.Wilgat (1954) jako pierwsi wskazali za zasadne wyróżnienie międzyrzecza Gorajca i Wieprza, jako R. Szczebrzeszyńskiego.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
All © Copyright 2000 – 2012 Marek & Tomasz Piotrowscy.
Wszystkie teksty i zdjecia na stronie oraz sama witryna sa objete prawami autorskimi.
Powielanie ich w jakikolwiek sposób, bez wiedzy i pisemnej zgody autorów jest zabronione.