Na nic krzyki bo kraj dziki - Roztocze Wschodnie
miniprzewodnik rowerowy, część III
 
 
 
Roztocze Wschodnie rozciąga się od pradolin Tanwi i Sołokji do obecnej granicy Polsko-Ukraińskiej i dalej aż do Lwowa. Charakterystyczną cechą rzeźby są potężne ostańce trzeciorzędowe, rozległe kompleksy leśne i brak punktów orientacyjnych oraz niewielkie zaludnienie - czyli mało wsi i miasteczek - czyli sklepów. Baza noclegowa bardzo niedorozwinięta, połączenia autobusowe i PKP słabe.  Duże nagromadzenie śladów po dawnych osadach, stare krzyże kamienne, ruiny, bunkry Linii Mołotowa i atmosfera wtórnego zdziczenia sprawiają, iż teren jest najbardziej polecany zwolennikom turystyki aktywnej i survivalu, nie wymagającym komfortu.
 
 
 
Roztocze Wschodnie (Południowe, Rawskie) dla wielu znawców stanowi najbardziej fascynującą część całego regionu. Jego podstawowym atutem jest widoczna już na pierwszy rzut oka dzikość. Nie jest to wprawdzie dzikość naturalna, charakteryzująca np. fragmenty Roztoczańskiego Parku Narodowego, lecz wtórna i należałoby raczej powiedzieć – zdziczenie. Dzięki temu jednak, dodaje ono niemal bieszczadzkiego uroku i smaku południowo–roztoczańskim zakątkom.
Średnia gęstość zaludnienia na Roztoczu Wschodnim wynosi zaledwie 28 osób/km2. Wartość ta dla Bieszczadów to 25 osób/km2. (przy średniej krajowej 122 osób/km2). Tak więc widzimy, iż jeśli chodzi o zaludnienie – tereny będące przedmiotem naszego zainteresowania, nie ustępują wiele bieszczadzkim pustkowiom. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że są jeszcze bardziej odludne, gdyż przez Bieszczady wędrują turyści, których próżno szukać na wschodnio-roztoczańskich szlakach.

Najnowsza historia


Najnowsza historia tych ziem była bardzo tragiczna, a zaistniałe zdarzenia miały decydujący wpływ na dzisiejsze zdziczenie Roztocza Wschodniego. W podsycanie waśni narodowościowych zaangażowali się już zaborcy. Nastawionych na podbój świata Niemcom hitlerowskim jak i Sovietom również zależało na zatarciach między Polakami a Ukraińcami, co prowokowano umiejętnie i skutecznie wedle starej zasady „Dziel i rządź”. W wyniku mordów ze strony OUN UPA, wszystkich okropności jakie niosły ze sobą wojska hitlerowskie i Armia Czerwona, a także przesiedleń związanych z akcją Wisła, doszło do znacznego wyludnienia przedstawionych obszarów. Akcja Wisła była niezbędna, gdyż skutecznie zatrzymała zbrodniczą działalność ukraińskich organizacji terrorystycznych OUN i UPA, mających na celu eksterminację Polaków i terroryzowanie Ukraińców, chcących żyć w pokoju z polskimi sąsiadami. Idea jaka przyświecała nacjonalistom ukraińskim była identyczna, jaką wyznawali hitlerowcy.
Podobna sytuacja i skutki jej zaistniały zresztą w Bieszczadach. Dziś po wielu dawnych wsiach zostały nazwy na mapach, a najwyżej fundamenty gospodarstw, ukryte w krzakach studnie, czy stare owocowe drzewa. Zniszczone cerkwie, stare przydrożne krzyże i na wpół zdziczały krajobraz pogłębiają wrażenie wyludnienia. Zaś największe wsie są nawet o połowę mniej liczne niż przed wojną. Wędrując przez Roztocze Wschodnie mamy więc wrażenie przejmującej pustki.

Szlaki turystyczne

Niestety (a może i dobrze) ta część Roztocza nie pozwala na wytyczenie jakiegoś jednego szlaku, który szybko i bez fatygi zaprowadzi Cię do najważniejszych atrakcji. Odległości między owymi obiektami i trudności w wypatrzeniu mogą zniechęcić mniej upartych wędrowców.
Warto skorzystać ze szlaku jeśli obawiamy się, że możemy zabłądzić, nigdy wcześniej nie będąc na Roztoczu Wschodnim. Również powroty nocami będą spokojniejsze gdy skorzystamy ze szlaków. Szlaki są też dobrymi „liniami” orientacyjnymi, które pozwalają nam dość precyzyjnie odgadnąć gdzie akurat jesteśmy.
Roztocze Wschodnie wymaga cierpliwości. Stąd nie podaję konkretnej trasy, a raczej wybrane miejsca, w których warto zatrzymać się i nacieszyć oczy egzotycznymi krajobrazami pogranicza krajów, kultur i religii. Zachęcam do własnych poszukiwań i eksploracji, co najwięcej satysfakcji przynosi.
Obszary przygraniczne od Hrebennego do Radruża w pełni zasługują na miano pustkowia i znużeni przebywaniem w tłumie – mogą liczyć, że oprócz zwierząt i roślin nie spotkają tam żywego ducha. Poza kilkoma, odwiedzanymi sporadycznie przez nielicznych miejscami, ruch turystyczny można nazwać bezruchem.

Linia Mołotowa - bunkry, okopy, rowy przeciwczołgowe.

Podczas włóczęgi natkniesz się z pewnością na ślady umocnień tzw. Linii Mołotowa. Oprócz rowów przeciwczołgowych, wałów ziemnych, dawnych pól minowych (prawdopodobnie rozbrojonych ;)) – tworzą ją betonowe schrony bojowe, które dość dobrze zachowały się po dzień dzisiejszy. Pochodzą z 1940r i w obrębie prezentowanego obszaru jest ich ponad 80. Nadają się do penetracji – jednak z zachowaniem kilku podstawowych zasad bezpieczeństwa. Podczas zwiedzania latarka i rozwaga mogą uratować Ci życie, ponieważ przejścia do niższych poziomów to niczym nie zabezpieczone otwory w posadzkach. Do tego najgłębsze komory często wypełnia woda, i w razie wpadnięcia stajesz się „żabą w studni”. Bez szans na wydostanie o własnych siłach. Wchodzenie bez sprawnego źródła światła jest więc próbą samobójstwa. Oprócz patrzenia pod nogi, warto zerkać w górę, bo czasem jakieś żelastwo wisi ze stropu, a wtenczas możemy również wykłuć sobie oczy. W miesiącach zimowych wiszą tam również nietoperze, których nie powinno się niepokoić podczas snu zimowego, aby nie pomarły. Gdy latają – również nie bratajmy się z nimi za bardzo, bo mogą przenosić wściekliznę.
Największe skupiska schronów bojowych znajdziesz w okolicy wsi Nowe Brusno, Stara Huta, Huta Lubycka, Lubycza Królewska, Teniatyska. Ponieważ wiele z nich maskuje nieprzebyta roślinność i skrywają terenowe zaułki – mogą stanowić wymagający test Twej orientacji w terenie i sprawności w posługiwaniu się mapą, kompasem, GPS-em... ale nade wszystko mózgiem.
Umocnienia Linii Mołotowa zlokalizowano w wielu przypadkach na zboczach potężnych (w skali Roztocza) ostańców trzeciorzędowych. Duże nagromadzenie wzniesień tego typu, zbudowanych z twardych, trzeciorzędowych wapieni i piaskowców, znajdziesz w okolicach Huty Lubyckiej. Ostańce o kształtach „gór stołowych” osiągają wysokości grubo ponad 350m npm, a najwyższe – Wielki Dział i Krągły Goraj wznoszą się do 391 m npm. Charakterystyczny kopiasty wierzchołek tego drugiego wraz z Długim Gorajem – są doskonale rozpoznawalne z drogi za Lubyczą Królewską jak i z okolic Narola i Bełżca.
Najłatwiej (ze względu na jakość dróg) wedrzeć się do serca najdzikszych miejsc – szosą od Narola przez Werchratę aż po Horyniec Zdrój. Nawet z okien pojazdu uderza wtórnie zdziczały krajobraz. Zadziwia mnogość starych potrzaskanych przez pioruny, powykręcanych nieludzko przez surową naturę drzew. Dziś martwych już i przerażająco czarnych lub trupio białych.

Dzikie pola, jary, lasy...

Niektóre pola uprawne należące kiedyś do PGR-ów, dziś przypominają step, nad którym nie niepokojone przez nikogo szybują potężne ptaszyska. (Ostatnimi czasy ze względu na obiecywane dopłaty Łunijne nastąpiła pewna zmiana tego stanu rzeczy, którą nazwałbym "amokiem w orce", stąd pól dzikich jest znaczenie mniej niże przed paroma laty).
 Lasów przybyło od ostatniej wojny tak jak i ubyło mieszkańców. Strome stoki wzniesień pocięte gęstą siecią przepaścistych niekiedy jarów, pełne zwalonych drzew – zwłaszcza jesienią – tworzą niezwykły nastrój. Na wierzchowinach kopulastych gór, porośniętych chwastami panuje odmienna atmosfera – jakiejś błogości i spokoju. Liczne myśliwskie ambony dają pewne wyobrażenie o zasobności tych terenów w zwierzynę łowną. Zresztą wcale nietrudno natknąć się na nią podczas marszu. Ambony mogą przydać się jako schronienie w razie deszczu, a warto skorzystać z nich choćby po to, by po prostu obejrzeć okolicę z nieco innej, szerszej perspektywy.
W szczególnie niedostępnych zakątkach – zwykle są to głęboko wcięte leśne wąwozy rozcinające strome stoki wzniesień – krajobraz przypomina nieco rezerwat ścisły. Zwalonych drzew nikt tu nie wywozi, więc leżą tak jak spadły jakby „zszywając” pniami wąwóz. Przedzieranie się w takim terenie, mimo trudów jest niezwykle emocjonujące. Ma się wrażenie, że noga człowieka tu nie stanęła. Niestety, by dotrzeć do owych miejsc trzeba nieco się wysilić.
Wspaniałym miejscem, odpowiadającym kategorii miejsc dzikich jest rezerwat Jałowce Lubyckie. Uderza w nim znaczna ilość uschłych i po wykrzywianych i poprzewracanych jałowców, co szczególnie o zmroku sprawia duże wrażenie.

Ślady po dawnym osadnictwie

Po dawnych mieszkańcach tych ziem (Polakach i Ukraińcach) pozostało na szczęście wiele śladów. Malownicze, porośnięte mchami cmentarze greckokatolickie są dziś trudne do zlokalizowania w gęstwinie szalonej roślinności. Równie zapomniane dziś zabytkowe cerkwie, stanowią doskonały temat dla fotografików i malarzy. Na szczęście nie wszystkie popadły w ruinę. Jeden z ciekawszych (również w skali kraju!) zabytków tego typu stanowi drewniana cerkiew z 1600r w Hrebennem. Budowla trójdzielna o konstrukcji zrębowej, niegdyś z dachem krytym gontem umiejscowiona jest na wzniesieniu, blisko jezdni. Ostatnio otaczające obiekt drzewa zostały z zadziwiającą precyzją pościnane przez pioruny, a sama budowla pozostała nienaruszona.
Prawdziwe arcydzieło znajdziesz u stóp krawędzi Roztocza, tuż przy obecnej granicy z Ukrainą w Radrużu koło Horyńca Zdroju. Znajduje się tam zespół cerkiewny pamiętający koniec XVI w. Dach cerkwi nie szpeci blacha – wciąż jest pokryty gontem. Mur kamienny z ok. 1825r. malowniczo otacza cerkiew i drewnianą dzwonnica z XVII w. Leżące w pobliżu dwa urokliwe cmentarzyki z zabytkowymi nagrobkami doskonale współgrają z cerkwią.
Wiele cerkwi niestety zostało w czasach bolszewickich zniszczonych i dziś albo zostały po nich ruiny, albo wręcz jedynie niewielka kupka gruzu, wskazująca miejsce gdzie niegdyś stała świątynia. Najpiękniej położone ruiny zespołu cerkiewnego odnajdziemy w Dziewięcierzu Moczarach. Stała tam niegdyś cerkiew drewniana pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, wybudowana w 1838. Na szczęście wciąż zachował się otaczający ją kamienny mur, wnęki po kapliczkach i bramy oraz fundamenty samej cerkwi. Całość leży w malowniczej dolinie, nieopodal źródła, przy którym dawniej celebrowano święto Jordanu.
Bawiąc w północnej części regionu nie możesz zignorować pałacu Łosiów w Narolu. Jest to właściwie zespół pałacowo – parkowy, barokowo klasycystyczny z roku 1773. Dla ratowania chylącego się ku ruinie obiektu utworzono Fundację Pro Academia Narolense. Mimo prowadzonych tu prac renowacyjnych – istnieje możliwość zwiedzania. W przyszłości zamierza się tu utworzyć międzynarodową Akademię Sztuki. Obiekt został bezlitośnie zniszczony w czasach gdy urzędowało tam NKWD i UB. Strzelano między innymi do rzeźb i budynku, stąd obiekt u końca epoki komunizmu znajdował się w stanie totalnej ruiny.
Niezliczone zabytkowe krzyże bruśnieńskie napotkasz w pobliżu dawnych wsi, na rozstajach dróg, wzniesieniach. Niektóre zachowały się w doskonałym stanie, jednak większość nosi już ślady poważnego zniszczenia przez zamróz i wymaga pilnego zabezpieczenia. Do wielu trudno dziś dotrzeć bez żmudnych poszukiwań, gdyż część wsi zupełnie przestało istnieć i obecnie rośnie tam las, wespół z nieprzebytymi krzaczyskami. Ośrodkiem wytwarzania nagrobków cmentarnych, jak i krzyży przydrożnych, była nieistniejąca dziś wieś Brusno Stare. Mieszkańcy Brusna zajmowali się kamieniarstwem, a jakość wykonania rzeźb świadczy o wielkim ich kunszcie w tej materii.
Najwspanialszym chyba cmentarzem jest właśnie ten we wspomnianej wyżej wsi. Niegdyś całkowicie zarośnięty, od niedawna posprzątany leży tuż obok kamienistej drogi łączącej Nowe Brusno z niewielką stadniną koni Polanka.

Geologia i rzeźba

Dzieła rąk ludzkich nie wytrzymują próby czasu już po marnych kilkuset latach. Dzieł Stwórcy nie przerażają nawet setki milionów lat trwania (bez remontu). Roztocze wprawdzie nie ukazuje nam skał tak wiekowych jak np. Góry Świętokrzyskie, ale dzięki wypiętrzającym ruchom tektonicznym i tu obserwować możesz dno lub brzegi dawnych mórz, z kopalnym zapisem historii Ziemi. Skały trzeciorzędowe i kredowe obfitują w skamieniałości i to dość niezwykłe.
W Siedliskach masz okazję przypatrzenia się okazom skrzemieniałych sekwoi z przed ok.15 mln lat. Spoczywają koło leśniczówki. Miejscowość w dol. Prutnika to dawna posiadłość Sapiehów i Tyszkiewiczów. Oprócz sekwoi są tam pomnikowe dęby – nieco młodsze od skał, ale za to wciąż zielone.
Pamiętajmy, że skrzemieniałe drzewa w tamtym rejonie są pod ochroną prawną i nie wolno ich zbierać ani posiadać pod groźbą kary!
Ciekawą lekcję geologii można też mieć w kamieniołomie na górze Brusno.
Roztocze Wschodnie obfituje w rozmaite głazy, oraz wychodnie skalne na stromych stokach wzniesień i wąwozów. Do najciekawszych należą „Diabelski Kamień” niedaleko dawnej wsi Niedźwiedzie, „Diabelski Kamień” na Dahanach oraz tzw. „Świątynia Słońca” koło Nowin Horynieckich. Głaz ten ma otwór, przez co wedle jednych służył jakimś rytualnym zabiegom w prehistorii.
Spore deniwelacje terenu, istnienie masywnych ostańców trzeciorzędowych, głębokich rozcięć erozyjnych powoduje, że tereny południowo-roztoczańskie są bardzo ciekawe jeśli chodzi o ukształtowanie powierzchni, zaś wędrowcy nie mogą narzekać na nudę.

Środki lokomocji i warunki drogowe

Piesza eksploracja wnętrza Roztocza Południowego wymaga czasu. Czas jak powszechnie wiadomo jest obecnie trudniej dostępny od pieniędzy, toteż wielu z nas zapragnie szybciej i sprawniej przemierzać roztoczańskie drogi i bezdroża. Na posiadaczy samochodów osobowych, zwłaszcza tych nisko zawieszonych (zaprojektowanych na groteskowo równe niemieckie autostrady) – czekają tu płacz i zgrzytanie... zawieszenia. Ciągłość bitumicznej nawierzchni na wielu drogach zachowana jest tylko fragmentarycznie. Normą są jezdnie z tzw. ubytkami, które czasami przybierają formy wręcz pomnikowe (jak ma to miejsce na odcinku drogi Łówcza – Nowe Brusno). Warto przyjrzeć się tej drodze, gdyż sama w sobie stanowi nie lada atrakcję turystyczną, jakiej nawet w Bieszczadach próżno szukać. Co raz częściej jednak remontowane są owe trakty i dziś ich jezdnie są wprost idealne albo przynajmniej całkiem znośne. (na przykłąd odcinek Narol -Werchrata). Każdy więc znajdzie coś dla siebie. Kierowcy samochodów terenowych (nie mówię tu o „bulwarowo–dyskotekowych chromowanych terenówkach” na pokaz) będą zachwyceni, gdyż miejsca do szaleństw jest mnóstwo.
Dobrym rozwiązaniem byłoby podwiezienie autem lekkiego roweru górskiego, by za pomocą tego oto wszędobylskiego i dyskretnego środka lokomocji, przemierzać drożyny pokąsane przez wściekłą erozję. Rower bowiem umożliwia przemierzanie dłuższych odcinków w sensownym czasie, a do tego nie mąci drogocennej ciszy hałasem, jak mają to w zwyczaju czynić pojazdy silnikowe. Oczywiście trzeba mieć świadomość konieczności pokonywania trudności terenowych, których na Roztoczu Wschodnim nie brakuje. Również wędrówki piesze są godne polecenia – stosowne zwłaszcza podczas penetracji najtrudniejszych zakątków, do których nie da się dotrzeć inaczej, jak tylko na własnych nogach, a nierzadko przy współudziale kończyn górnych i maczety.

Ekwipunek i prowiant

Roztocze Wschodnie obdarowuje wędrowca przede wszystkim przepięknymi pejzażami, spokojem i ciszą oraz idealnie wkomponowanymi w krajobraz zabytkami. Tu czas nie ma znaczenia. Odmierzają go wschody i zachody słońca. Dlatego jeśli jesteś znużony tłumem, gwarem i hałasem wielkomiejskich molochów - uznasz, że dostałeś się do krainy wyśnionej. Podczas eksploracji Roztocza Wschodniego nieocenioną pomocą okaże się jak najdokładniejsza mapa i kompas lub GPS. Nie bagatelizuj tego minimum, gdyż penetrację opisanych niżej terenów utrudnia brak wyraźnych punktów orientacyjnych i tzw. trudności obiektywne (gęstwina roślinności, bagniska, duże deniwelacje terenu, etc.). W razie zaś zabłądzenia może zdarzyć się, że nie będziesz miał kogo spytać o drogę. Nie licz raczej na spotkanie żywego człowieka w głębi regionu, z dala od asfaltów.Do tego Roztocze Wschodnie na wielkich obszarach jest wolne od zasięgu sieci GSM. Zaś bliżej granicy z Ukrainą wchodzimy w zasięg ukraińskiego operatora, na co turyści o „sprywatyzowanych” portfelach niech zwrócą baczniejszą uwagę ;)
Biorąc pod uwagę potencjalne trudności podczas wędrówki – należy zadbać o odpowiednią ilość jadła i napitku oraz zapewnić swej cielesnej powłoczce stosowny ubiór, chroniący przed komarami, pokrzywami, kolcami, deszczem i słońcem, a zimą mrozem, śniegiem i wiatrem. Wnętrze roztoczańskiego garbu jest ubogie w wody powierzchniowe i sklepowe, czego przy upałach nie wolno zlekceważyć. Zadbanie o te podstawowe sprawy bytowe, zapewni komfortową wędrówkę i sprawi, że podczas włóczęgi humor będzie dopisywał, co pierwszorzędną jest sprawą w każdej podróży.

Rady bywalca

Szczególnie na Roztoczu Wschodnim zalecana jest wyrozumiałość dla fatalnego stanu dróg bitych, chociaż z roku na rok kolejne odcinki dróg zyskują nową nawierzchnię.
Latem wnętrze regionu jest wymagające dla każdego turysty ze względu na brak sklepów, strumieni i innych źródeł wody. Polecam moskitierę nakładaną na kapelusz przeciw tym bardziej namolnym owadom. Podczas miesięcy chłodnych trzeba liczyć się z możliwością powrotu w zupełnych ciemnościach, bez żadnych świetlnych punktów orientacyjnych. Powrót w nieznanym terenie jest dość trudny ale możliwy.
Najlepszą porą na zwiedzanie Roztocza Wschodniego jest oczywiście jesień, ale pozostałe pory roku są równie dobre. Jeśli zamierzasz zajrzeć w rejony tuż przy granicy – koniecznie powiadom Straż Graniczną. Jeśli tego nie zrobisz – specjalnie nic Ci nie grozi ale spędzisz więcej czasu na wyjaśnieniach, no i przysporzysz niepotrzebnej pracy pogranicznikom, którzy w tym czasie winni przecież zajmować się przemytnikami.
Warto zadać sobie trud dotarcia do zapomnianych przez cywilizację miejsc, których w Polsce jest już tak niewiele. Ogólnie znane tereny skupiające ruch turystyczny w górach dawno już przestały być dzikie. Tu – na Roztoczu turysta nie jest postrzegany jako dojna krowa. Krajobraz, zabytki i ludzie są jak na razie, wciąż autentyczne.
  • tekst: Tomasz Piotrowski
  • fotografie: Marek i Tomasz Piotrowscy
  • weryfikacja w terenie: Marek i Tomasz Piotrowscy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
All © Copyright 2000 – 2012 Marek & Tomasz Piotrowscy.
Wszystkie teksty i zdjecia na stronie oraz sama witryna sa objete prawami autorskimi.
Powielanie ich w jakikolwiek sposób, bez wiedzy i pisemnej zgody autorów jest zabronione.