Analog czy cyfra ? Każda z tych dwóch technik pozyskiwania obrazu ma swoje plusy dodatnie i ujemne - jakby rzekł nasz wielki myśliciel. Jednak w fotografii nocnej lepiej sprawdza się stara, dziś już powiedzieć należy - szlachetna technika analogowa, oparta na chemii, o czym szerzej niżej napiszę. Natychmiastowy efekt jaki uzyskujemy dzięki cyfrówkom, sprawia, że szczególnie nocą, w warunkach bądź co bądź ekstremalnych dla fotografii - warto ją mieć jako powiedzmy aparat pomocniczy, służący do sprawdzenia, czy dobrze wykadrowaliśmy scenę i czy w ogóle ona wychodzi na zdjęciu ciekawie. Jeśli okaże się, ze w tym miejscu warto zrobić zdjęcie, to podczepiamy do głowicy statywu analoga, tak aby nie zmienić położenia i wykonujemy zdjęcie. Chemia filmu lepiej radzi sobie w nocy w stosunku do elektroniki, a właściwie elektryczności matrycy. Podłączona do prądu matryca z biegiem czasu zaczyna tworzyć nam na obrazie szumy i rosną one w miarę zwiększania zarówno czasu jak i czułości. Redukcja onych szumów niesie za sobą zaś redukcję jakości więc nie jest to dobre rozwiązanie. Wprawdzie film przy większych czułościach również ma większe ziarno ale jest ono miłe dla oka i czasem nawet nadaje zdjęciu swoistego uroku - jakby nadając mu fakturę olejnego obrazu. Do tego ziarno filmowe może być powiększane do dużych rozmiarów a i tak nie "kłuje w oczy", zaś podczas powiększania zdjęć cyfrowych struktura obrazu ulega dziwnej degeneracji. Na dodatek ziarno filmu nie zwiększa się w zależności od czasu naświetlania! Możemy więc zostawić aparat na wiele nocnych godzin z otwartą migawką i naświetlić na przykład gwiaździste niebo, na którym gwiazdy zakreślą efektowne kręgi, zaś ziarno będzie takie samo jakbyśmy fotografowali w środku dnia. Kolejnym plusem dodatnim filmu jest spadek światłoczułości błony filmowej, przy bardzo długich (i również bardzo krótkich) czasach naświetlania. Jest to tzw. efekt Schwarzschilda. Tak więc aby zdjęcie zostało prawidłowo naświetlone trzeba wystawić je dłużej na działanie światła niźliby to wynikało z pomiaru światłomierza. Ta pozorna wada jest w sumie zaletą, bo jeśli zbyt długo będziemy naświetlać klatkę to specjalnie nic nie popsujemy, gdyż owa światłoczułość, a zarazem skuteczność naświetlania spada coraz bardziej. Z tego zaś wynika spora elastyczność materiału na prześwietlenie, która w nocy szczególnie się przydaje. Zaobserwowałem również towarzyszące temu efektowi zjawisko, polegające, na tym że jasne partie obrazu, mimo przedłużenia czasu naświetlania nie "wypalają się" tak jak ma to miejsce w przypadku cyfry. Pozostają na pewnym poziomie jasności, zaś przedłużanie naświetlania powoduje raczej wydobycie szczegółów z cieni. Świadczyło by to, iż efekt ów zależny może być nie tylko do czasu ale od siły światła. Jednak to tylko moje przypuszczenia i potwierdzenia tej mojej tezy jak na razie nigdzie nie znalazłem w literaturze. Plusem ujemnym związanym z istnieniem w fotografii tradycyjnej efektu Scwarzschilda są zmiany w kolorystyce, spowodowane tym, że na każdą warstwę błony filmowej, zapamiętującą inną barwę, inaczej ów efekt oddziałuje. Profesjonalne diapozytywy jednak dość dobrze sobie z tym radzą, a jak nie wszyscy może wiedzą - postęp w wymyślaniu jeszcze lepszych filmów wcale się nie zatrzymał wraz z nastaniem ery cyfrowej ale jeszcze przyśpieszył, stymulowany przez konkurencyjność. Dziś więc możemy używać filmów o możliwościach nieznanych przed pojawieniem się cyfry. Również ziarno staje się coraz mniejsze. Kolejnym atutem analoga to oszczędność w kwestii zużycia prądu. Zupełnie mechaniczna puszka w ogóle nie potrzebuje żadnego zasilania podczas zdjęć nocnych. Ba! Może być nawet w ogóle niesprawna, aby tylko dało się otworzyć migawkę przy czasie B a później ją zamknąć. Ręcznie naciągamy film, ręcznie ustawiamy czas B i ręcznie za pomocą wężyka spustowego wyzwalamy migawkę, która nie wymaga żadnego zasilania. Czysta mechanika jest najprymitywniejsza ale na przykład w srogim mrozie najpewniejsza.
Tymczasem cyfrówki są niesłychanie prądożerne i trudno jest wyobrazić sobie działającą cyfrę, stojącą w zimie na mrozie przez wiele godzin. Pomijam już taką nieszczęsną sprawę, ze możliwość ustawienia czasu B dłuższego niż 30 sekund istnieje tylko w profesjonalnych, astronomicznie drogich korpusach, na które przeciętnego człowieka po prostu nie stać. Zresztą jeśli ten sam efekt albo nawet lepszy uzyskamy tańszym analogiem to nawet jeśli nas stać - nie ma sensu wywalać pieniędzy na daremno. Jeśli więc na serio chcemy się zająć fotografią nocną w sposób jednak ekonomiczny - sięgnijmy po najbardziej prymitywny, mechaniczny i manualny korpus analogowy, do którego wystarczy nam kilka, wcale nie koniecznie jasnych obiektywów. Sprzęt ten nigdy nam się nie zestarzeje i będzie służył przez wiele dziesiątków lat. Oczywiście fotografując bardziej dla zabawy, spokojnie wystarczy nam nieco bardziej zaawansowany kompakt cyfrowy. Większość motywów od biedy nim wykonamy ale liczyć się winniśmy z tym, że rozczarują nas szumy, wypalanki, słabość baterii oraz że nie uda nam się wykonać pewnych zdjęć wymagających ekstremalnie długich czasów naświetlania, liczonych nawet w godzinach. W przypadku analogów zakładajmy raczej slajdy i to najlepiej profesjonalne gdyż negatyw niezbyt dobrze radzi sobie w nietypowych warunkach, co zwykle objawia się rozmaitymi odbojami barwnymi. Wiele jednak zdjęć wykonaliśmy właśnie na negatywach, gdyż ich zaletą nie do pobicia jest duża elastyczność w fotografowaniu bardzo kontrastowych scen. W tej kwestii negatywom nic jak na razie nie dorównuje.
Statyw - trójnożny niezbędny nasz pomocnik Statyw jest równie ważny jak sam aparat, chociaż przy pewnych motywach nie będziemy z niego korzystać. Jednak to będą sytuacje wyjątkowe. Aby naświetlać długo i to w plenerze, gdzie przecież zdarza się nie raz, że dmie silny wiatr - powinniśmy mieć statyw jak najcięższy i najstabilniejszy. Z braku takowego możemy obciążyć taki jaki mamy, wieszając coś ciężkiego pod statywem, albo jeszcze lepiej na aparacie. Jednak nie jest to rozwiązanie idealne, gdyż wiszący przedmiot będzie przez wiatr poruszany i cała stabilizacja spali na panewce. Jeśli mamy jakiś murek, zwalony pień czy coś w tym rodzaju, możemy położyć na nim aparat, nie używając statywu, podkładając podeń na przykład woreczek z kaszą gryczaną. Jednak to również jest rozwiązanie prowizoryczne i będziemy ograniczeni w sterowaniu aparatem. Generalnie im statyw jest cięższy i masywniejszy tym stabilniejszy czyli lepszy. Cięższy aparat wymaga oczywiście również mocniejszej głowicy. Lepiej szarpnąć się i zakupić możliwie najdroższy i najtrwalszy przez to statyw, który będzie nam służył do końca życia. Modele o "jakości supermarketowej" szybko nam się rozlecą i kupimy kolejne. W sumie więc oszczędność żadna.
Insze klamoty Przydatny nocą okaże się wielce poczciwy wężyk spustowy, najlepiej mechaniczny do mechanicznego pudełka. Bo nie wymaga zasilania. Nocą zaś im sprzęt prostszy i bardziej siermiężny tym mniej podatny na defekty i bardziej niezawodny. Musimy mieć nocą również jakoweś źródło światła aby sobie oświetlać drogę i sam sprzęt podczas manipulacji przy nim. Czołówka - czyli latarka, za pomocą gumki do czoła sprytnie przytwierdzona - jest najlepsza bo aby nią przyświecać sobie, nie musimy rąk absorbować, a ponadto świecimy zawsze tam gdzie patrzymy, co przecie logiczne jest wielce. Warto jednak mieć jakieś zapasowe źródło światła, i to nie tylko ze względu na ewentualną awarię tego pierwszego. Nowoczesne aparaty wyposażone w autofocus nie zawsze mają opcję manualnego ustawiania ostrości, a jeśli nawet mają to szczególnie w prostszych cyfrówkach działa toto irytująco nieprecyzyjnie. W mroku autofocus działa słabo albo wcale, więc dobrym sposobem aby mu w tym pomóc, jest położenie na przykład latarki w żądanej odległości i na światło jej ustawienie ostrości. Z tym zadaniem autofocus zwykle sobie radzi. Specjalne diody oświetlające, mające automatyczne ustawianie ostrości wspomagać, nie zawsze spełniają swoje zadanie, a i są zbyt słabe aby oświetlić dalszy plan. Zresztą są pewne motywy, jak trawa czy rozmaite drobne wzorki, gdzie mimo doświetlenia ową diodą - autofocus i tak się wyłoży.
Wracając do czołówki to dobrze by było gdyby miała dodatkowy filtr zielony lub czerwony, dzięki któremu podczas fotografowania oświetlalibyśmy minimalnie otoczenie, tak aby się od ciemności nie odzwyczajać zbyt jasnym światłem lampki. Ewentualnie można założyć zużyte baterie, aby świeciła słabiej. Paradoksalnie im słabszą mamy latarkę tym więcej widzimy w terenie, bo wzrok przecie człowieczy do mroku się całkiem dobrze dostosowuje i po kilkunastu minutach widzimy wszystko i bez pomocy latarki. Są jednak takie noce, że nie widać nic - zwłaszcza w lesie i wtenczas silne światło konieczne jest. Zewnętrzna lampa błyskowa o możliwie największej mocy, współpracująca z naszym aparatem tak abyśmy mogli sterować energią jej błysku wedle potrzeb i warunków - to kolejna ważka rzecz w naszym plecaku, podczas nocnej fotografii. Pozwoli nam ona wydobyć z mroku przedmioty, osoby czy nawet całe budowle, w sytuacji gdy noc jest bezksiężycowa i na dodatek pochmurna. Do lampy warto zaopatrzyć się w zestaw różnokolorowych filtrów - specjalnie do tych celów - dzięki którym osiągniemy interesujące efekty, których przykłady wykorzystania widzimy w konkretnych zdjęciach po lewej. Lekko zabarwiony na żółtawo filtr można zresztą mieć na stałe założony na lampę, dzięki niemu bowiem światło wysyłane przez nią okaże się bardziej naturalne, idealnie pasujące do zwykle żółtawych barw świateł lamp ulicznych, ogniska, łuny oddalonego miasta itp. Zresztą możliwości jakie niesie za sobą filtrowanie światła lampy błyskowej są ograniczone jedynie przez zasięg naszej wyobraźni i pomysłowości.
Nocą jest zawsze zimniej niż za dnia, a zimą przy bezchmurnym niebie może po zachodzie słońca ściąć powietrze siarczysty mróz. Gdy uświadomimy sobie, że fotografia nocna wymaga czasem dłuższego czekania z otwartą migawką - łatwo już sobie wyobrazić, że winniśmy odziać się jak najcieplej, szczególnie tyczy się to czapki (kominiarka), rękawic i butów. Nawet w środku upalnego lata - nocą, zwłaszcza tam gdzie tworzą się mgły będzie bardzo zimno, gdyż przesycone wilgocią ubranie nie będzie już dobrym izolatorem. W porze ciepłej koniecznie trzeba mieć moskitierę albo chemiczne odstraszacze komarów, bo owady na pewno nie dadzą nam spokojnie fotografować. W siarczyste mrozy koniecznie musimy mieć naładowane akumulatorki albo nowe baterie, bo w niskich temperaturach ich wydajność spada. Warto mieć zapasowe źródła elektryczności kieszonkowej. Nocą, nawet w świetle czołówki widać niewiele i niektóre niebezpieczne elementy otoczenie mogą pozostać przez nas niezauważone. Mówię tu o kolczastych krzewach i wystających uschłych gałęziach drzew, które stanowią poważne zagrożenie dla naszych oczu. Jeśli więc często przedzieramy się przez gęste zarośla - nie zapomnijmy o założeniu ochronnych okularów. Osoby czujące się mniej pewne w terenie i tracący łatwo w nim orientację - zwłaszcza we mgle - powinny mieć odbiornik GPS albo chociaż kompas, szczególnie gdy poruszają się w terenie nieznanym. Aby w razie spotkania z wałęsającymi się psami czuć się pewnie - zabierzmy też jakiś gaz pieprzowy. Aby nie zgubić niektórych, czasem przecie drogich elementów naszego sprzętu i wyposażenia, warto poprzyklejać do nich paski samoprzylepnej taśmy odblaskowej, dzięki którym już z oddali będziemy widzieli gdzie stoi statyw, gdzie leżą inne klamoty i czy czegoś nie zapomnieliśmy zabrać.
Ważkość odpowiedniej ekspozycji w uzyskaniu zamierzonego efektu Noc nocy jest nierówną, zaś zastane albo zapalone doświetlenie pejzażu czy obiektów sprawia, iż stosować będziemy bardzo różne nastawienia czasu otwarcia migawki. Jeśli na przykład chcemy uzyskać obraz chmur, rozświetlonych blaskiem księżyca - musimy ustawić dość długi czas naświetlania ale nie za długi. Od 30 sekund do minuty, w zależności od prędkości z jaką one chmury po niebie pędzą. Odpowiednio długi czas naświetlania potrzebny jest aby uzyskać efekt świetlnych linii, będących zapisem przejeżdżających samochodów. O ile w analogu możemy naświetlać z dość dużą dowolnością, bo wspomniany wcześniej efekt Schwarzschilda spowoduje, ze światłoczułość nam spadnie i nie prześwietlimy zdjęcia, ale najwyżej zmieni się deczko klimat - o tyle w cyfrze - jeśli przeholujemy - zdjęcie pełne będzie wypalanek. Co innego - gdy zechcemy ująć tarczę księżyca, zwłaszcza za pomocą obiektywu o długiej ogniskowej, tak by wypełniał możliwie największą powierzchnię w kadrze. Księżyc pokrywa dość jasny pył, które dobrze odbija światło słoneczne, stąd zwłaszcza w pełni jest bardzo jasny, co wyraźnie pokaże nam światłomierz. Aby jego tarcza nie zatraciła szczegółów i nie "wypaliła się" - winniśmy naświetlać księżyc o wiele krócej. Właściwie z użyciem czasów stosowanych za dnia. Powinniśmy tak postąpić jeszcze z innego powodu.
Księżyc nie wisi nieruchomo ale bardzo prędko, chociaż niezauważalnie dla nas przemieszcza się po niebie. Wystarczy obrać sobie jakiś punkt odniesienia (np. słup czy drzewo), aby przekonać się, że satelita pokonuje w przybliżeniu drogę równą swej średnicy (na niebie) w ciągu zaledwie minuty. Ruch ten jest pozornie jeszcze szybszy gdy użyjemy obiektywu tele. Szybciej wówczas nam się rozmyje tworząc coś na kształt cygara. Dlatego również z tego powodu powinniśmy naświetlać księżyc z jak najszybszymi czasami. Jednak gdy użyjemy obiektywu szerokiego, a księżyc na dodatek jest przysłonięty cienkimi chmurami, tworząc jasną poświatę - nie musimy się obawiać, że rozmyje się i wtenczas naświetlać możemy dłużej, gdyż jego tarcza i tak w onej poświacie się skryje. Gdy kontrast między księżycem a niebem lub otoczeniem jest zbyt wielki i nie da się dobrze naświetlić wszystkiego na raz - można zastosować pewną sztuczkę polegającą na złączeniu już na komputerze dwóch obrazów. Jeden obraz naświetlamy tak aby dobrze wypadł nam księżyc, zaś drugi aby dobrze naświetlić ziemię czy niebo. Później łącząc oba obrazy bierzemy z nich to co najlepsze. Nie zawsze jednak uda się to nam wykonać, więc najlepiej od razu wykonać dobrą fotografię.
Nie ma jednej recepty, co do ustawiania warunków ekspozycji nocą. Zależy ona bowiem od zbyt wielu czynników. Po pierwsze od tego jaką noc przyszło nam fotografować, od tego co zawrzemy w kadrze, jak mamy czuły film, lub jaką czułość ustawiliśmy w cyfrze, jakim dysponujemy jasnym obiektywem i jaką ustawiliśmy przesłonę. Każdy więc musi eksperymentować i na bazie zdobytego doświadczenia fotografować z coraz większym powodzeniem. Pewną pomocą mogą okazać się komentarze do zdjęć załączonych do tekstu, gdzie w konkretnych przykładach opisałem jak dane zdjęcie powstało. Najprościej jest fotografować nocą w oświetlonych miastach, gdzie mamy do dyspozycji tyle światła, że można czasem robić zdjęcia wręcz z ręki. Jednak zdjęcia takie - przedstawiające miasto nocą - są już tak popularne i wszędzie ich pełno, że w zasadzie nie ma sensu zajmować się tematyką, w której nic specjalnie odkrywczego nie zdołamy uczynić.
Na co zwrócić uwagę trzeba, aby nocna fotografia przebiegała pomyślnie Jak w każdej życia dziedzinie, nado pierwej pomyśleć, plan jaki nakreślić i go zrealizować usiłować. Na przykład - gdy księżyc jest w pełni, zaś wysokie, półprzeźroczyste chmury rozświetlają nieboskłon - warto zwrócić uwagę na pejzaż otwarty i skierować się na pola, zamglone łąki, nad zbiorniki wodne, w których chmury one srebrnymi refleksami pięknie się będą odbijać. Gdy zaś księżyca brak, a niebo zasłania szczelna chmur zasłona, próżno byłoby usiłować pejzaż fotografować, bo czarno to ja widzę. Ale już w sąsiedztwie miasta i jego miedzianej łuny, co rozświetla pysznie chmury, czyniąc je jakoby z niej łunę piekielną albo li od pożaru bijącą - można za iście ciekawe osiągnąć rezultaty, zwłaszcza jakoweś drzewo sobie lub inszy przedmiot upatrując zawczasu.
Mając cyfrę na podorędziu próbujmy wykonywać zdjęcia w różnych sytuacjach i miejscach, chociażby wydawało się nam, że nic z tego ciekawego wyjść nie może. Z naszego doświadczenia na tym polu wynika niezbicie, iż mimo że często człek bez przekonania po aparat sięga i przed wykonaniem zdjęcia grymasi ale jak na monitorku LCD efekt obaczy - to cmoka z ukontentowaniem i ręce zaciera z obrazka zadowolon niezmiernie. Tak bowiem przejawia się owe zjawisko, że człecze oko inszym jest światła czujnikiem niźli błona filmowa czy matryca. Wprawdzie oko ludzkie należy do najdoskonalszych detektorów światła jakie świat widział, ale nie potrafi tak jak to potrafi klisza fotograficzna czy matryca - kumulować fotonów przez dłuższy czas. W oku bowiem na skutek ciągłych drgań gałki ocznej, czas oddziaływania światła na określony punkt siatkówki nie przekracza 1/10 sekundy. Oko więc widzi doskonale słabe, szybko przemijające obrazy, zaś film utrwala lepiej obrazy słabe ale nie przemijające zbyt szybko. Toteż zwykle efekt zdjęciowy jest bogatszy w szczegóły niż ten obraz jaki ślepiami postrzegamy na miejscu.
Tu ważką uwagę muszę wtrącić, w kwestii tego co ów monitorek LCD nam wskazuje. Będziem z początku srogo przezeń oszukiwani, gdyż po pierwsze ten ekranik wyświetla obraz zdjęcia, które właśnie wykonaliśmy zbyt jasno, a na dodatek przyzwyczajeni do ciemności - my dodatkowo jeszcze jaśniej go postrzegamy, stąd podwójne przekłamanie powstaje i gdy później w domowych pieleszach, na komputerze obrazki te poczynamy przeglądać - okazuje się, iż li są o wiele za ciemne, często nie do odratowania. Dlatego nie dajmy się oszukiwać, a najlepiej sprawdzać czy zdjęcie nie wyszło za jasne za pomocą odpowiedniej funkcji, która pokazuje nam poprzez miganie czarnych plamek, jakie partie obrazka do białości zostały wypalone. Jeśli nic się nie wypaliło - to chociażby nam się wydawało, że zdjęcie będzie za jasne - ręce precz od puszki trzymajmy, nie kasujmy, nie poprawiajmy - będzie dobrze, ja wam to mówię.
Fotografia nocna wymaga od nas dobrze rozwiniętej cierpliwości. Nie będzie jej czynił ten, kto się szybko nudzi, irytuje z byle powodu i samozaparcia nie ma. Lepiej niechaj się tą dziedziną człek taki, szczególnie o nastawieniu do życia hedonistycznym - nie zajmuje. Tu bowiem trzeba czasem wręcz do ziemi przymarzać, w ciemnościach się potykać, w błocie grzęznąć, w podejściu pod srogie wzniesienia dech tracić, potem się czasem też zalewając. A nierzadko nic nam z fotografowania nie wyjdzie bo przecież nocą zajęcie to nie jest łatwe.
Zagrożenia realne i urojone W miastach - czyli skupiskach zła i występku wiadomo co nam grozi - rozmaici drobni złodziejaszkowie, rozgorączkowane pijanice o nastawieniach destrukcyjnych do swej osoby i otoczenia, a także młodzież, której rodzice miast wychowywać zajęli się innymi sprawami. Wiadomo, ze człek z aparatem, statywem i torbą fotograficzną może dla powyższych osobników być bodźcem do czynów rozbójniczych, dlatego jeśli jesteśmy zwolennikami fotografowania miast, to najlepiej unikać podejrzanych dzielnic, skupić się na zabytkowych starówkach i mieć ze sobą jakiś dezodorant obezwładniający, najlepiej w większym opakowaniu. Jednak zachęcam do niefotografowania miasta, gdyż jak wspomniałem wcześniej temat ów już dawno przestał być oryginalnym i szkoda naszego czasu i nerwów aby powielać oklepane motywy.
Na swoich odkrywców czekają obszary sąsiadujące z miastem i zupełnie poza miejskie gdzie zagrożeń i niebezpieczeństw antropogenicznych nie ma wcale. Po pierwsze, mniejsze zaludnienie to mniejsza ilość osobników niebezpiecznych dla otoczenia. Po drugie - ludność wsi jest bądź co bądź jeszcze nie zepsuta w takim stopniu co mieszczuchy. Szczególnie młodzież ma na wsiach zajęcie więc nie zbytkuje. Ludność wiejska ma też o niebo serdeczniejszy stosunek do gości i żywo interesuje się w pozytywnym tego słowa znaczeniu kimś, kto fotografuje ich okolice, doceniając piękno ich pól. Dlatego najbezpieczniej jest właśnie na obszarach wiejskich.
Zwierzęta nocą boją się człowieka, rzadko widuje się wałęsające się nocą psy, a nie będąc na swoim terenie zwykle nie są zbyt "zaczepne" Gaz i statyw w razie czego zresztą zupełnie wystarczą. Nie spotkałem się nigdy w nocy z napaścią jakiegokolwiek zwierzęcia, nawet w górach, poza szlakiem. Jedynym naszym zagrożeniem jest... własna wyobraźnia. Człek współczesny przykręcony niewidzialnymi wkrętami do telewizora jest od maleńkości szpikowany rozmaitymi scenami gwałtu, przemocy, okrucieństwa, barbarzyństwa i niegodziwości. W obrazach tych, dla spotęgowania efektu stosuje się często wizje mrocznych lasów, cmentarzy, lochów itp. Dlatego sporo spośród znanych mi ludzi nocą lęka się wejścia na cmentarz czy do lasu. Nawet w towarzystwie, nie wspominając już o samotnych wypadach. Nieszczęśnicy o umysłach zniekształconych przez media są po prostu trwale zalęknieni w wyniku ciągłego i negatywnego działania na ich psychikę. Szczególnie mieszkańcy miast są na to zjawisko narażeni. Wielu wyda się to śmieszne ale tak w istocie jest - cywilizacja i media sprawiły, że człek boi się przyrody, nocy, mroku, ciszy... po prostu zdziczał. Nawet w filmach przyrodniczych ostatnio stosuje się takie dramatyczne montaże, robi się ze zwierza i natury potwora, wprowadza się atmosferę horroru, zastrasza widza, co odbija się na jego późniejszym nędznym żywocie.
Tymczasem noc jest piękna, spokojna będąc w istocie czasem wytchnienia i odpoczynku. Gdy na niebie iskrzą się miriady gwiazd, gdy księżyc rozświetla zwiewne smugi mgieł nad łąkami, gdy gdzieś daleko błyskają pioruny odległej burzy... Nocą również cieszy cisza i spokój, których coraz mniej we współczesnej zagonionej i zaszczutej przez globalny wyścig szczurów cywilizacji, pędzącej ku zatraceniu. Dlatego ze wszech miar polecamy w czas jałowy za dnia - nocną fotografię, i w ogóle wtenczas nocne spacery w plenerze, szczególnie na Roztoczu, które jak żadna inna kraina nadaje się do tego wyśmienicie.
Tekst: Tomasz Piotrowski Zdjęcia: Marek i Tomasz Piotrowscy Weryfikacja w terenie: Marek i Tomasz Piotrowscy |